Rozkrok na granicy dwóch światów,
Oaza spokoju i totalny dom wariatów.
Wyżyny intelektu, na przeciwko chamstwo.
Dobre dusze kontra zbiry, bardzo dobrze znam to.
keep the vibe...
Rozkrok na granicy dwóch światów,
Oaza spokoju i totalny dom wariatów.
Wyżyny intelektu, na przeciwko chamstwo.
Dobre dusze kontra zbiry, bardzo dobrze znam to.
Żyje za bardzo.
Nie żyje wcale.
Tańczę z nią,
Jak w gorącym karnawale,
Długo jej nie było, znowu wpadła z nikąd.
Dziś nie przyszła sama, jest tu z całą kliką.
Idziemy w balet, znowu jest normalnie.
Rano jej nie było, jakie to banalne...
W melancholii duch mój brodzi…
Chodzi, szwęda się i szuka łodzi.
Płynąć w podróż mu się marzy,
Chce odpłynąć, zniknąć z plaży.
Patrzy przed się, patrzy w chmury,
Patrzy w piasek, w dzień ponury.
Myśli błądzą gdzieś rozmyte,
Między bytem, a niebytem…
Smoła z duchem zespolona,
Gęsto, parno zaraz skona…
Lekkość bytu gdzieś uciekła,
Widać blisko bramy piekła.
Ratuj Stwórco… ratuj teraz,
Przez las mroczny się przedzieram,
Gdzie ta plaża, piękna rajska?
Morze cudne, piękne… bajka.
Duch i ciało niby razem,
Jednak różne mają twarze.
Ciało gibkie, szybkie, zwarte,
A Duch, jakby miał awarię…
Wszędzie nasze ryje,
Wszędzie nasze lajki.
Sam sprzedałem dupę,
K*rwa gdzie są moje majtki?
Dajcie follow, dajcie suba,
Ciągle wrzucam świeże treści,
Jest już selfie, teraz rolka,
To się w głowie już nie mieści!
Super spoko, żadna lipa.
Ze śniadania wrzucam tipa.
Potem siłka, potem praca.
Nic nie wrzucę, że mam kaca.
I że z pracy mnie wylali,
Że mam długi. Świat się wali.
Przecież jeste influence
Dajcie lajków kurwa więcej.
Klikasz? Klikaj. Bo to całkiem niezła klika.
Serce, lol i łapa w dół. Zaraz chyba się posikam.
Od Pekinu, aż po Tatry,
Każdy gotów jest i zwarty.
Robię szera. Robię rewolucję Robiespiera.
Duma, radość mnie rozpiera. Jeszcze tylko cztery zera...
Jeszcze chwila, jeszcze moment.
Od tych lajków chyba spłonę.
Jutro wstanę, skomentuję wszystkie posty.
Żeby sąsiad był zazdrosny.
Żeby każdy widział login mój.
Żeby wszystkich strzelił ch•j.
Byle by się gotowało,
bo nam lajków ciągle mało...
Mój dom się pali, mój dom się zapada,
Ktoś podpalił go od środka, to jest zwykła zdrada!
Nie ma komu pomóc, nie ma sąsiada.
W chaosie pogrążeni domownicy, biada!
Płoną buty na stopach, ręce poparzone.
Czyżby nasze chwile były policzone?
Dom stoi jeszcze, okna osmolone.
Wszech obecny wody brak. Płonę.
Pożar co raz większy rośnie,
Pożar huczy co raz głośniej.
Dach spalony, ściany czarne,
Na ratunek szanse marne.
Ogień trawi wszystkie meble,
Trawi to, co jest potrzebne.
Trzeba gasić, trzeba walczyć.
Pojedynek wciąż otwarty…
Walka z ogniem będzie długa,
Minie doba - pierwsza, druga.
Może dni tych więcej minie,
Gaś by dom dać swej rodzinie!
Życie, życie na 100 procent....
Życie cudem jest, to doceń.
Balans liczy się najbardziej,
Czasem mięknie nawet twardziel.
Siłowanie z realiami,
Ludzie walczą z losem sami.
Coś tu nie gra ewidentnie,
Wszystko pędzi w szybkim tempie.
To już znamy, więc co dalej?
Naprzód ciągle idź wytrwale.
Czasem usiądź na chwil pare.
Popatrz w niebo niebywałe.
Chwila z chwilą zespolone,
Tworzą seans tu na dole.
Jest na nadzieja przed oczami,
Wdech i wydech, zwolnij, zamilcz ...