Thursday, April 9, 2015

Wspieraj lokalne inicjatywy

Jeśli jesteś w stanie utożsamić się z kimś, kto lokalnie tworzy dowolną inicjatywę np. biznes, sklep, sztukę, lokal czy wydarzenia, to znaczy, że w jednym miejscu są już dwie, a może nawet dużo więcej osób, które coś łączy. Wspierając miejscowe pomysły, produkcje czy miejsca tworzymy pewną więź…



Zastanawiasz się czasami nad tym skąd faktycznie trafiają do Ciebie pewne produkty które kupujesz, kto właściwie zajmuje się miejscem, w którym lubisz przebywać, albo robisz zakupy? Czy ma to dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie? Dla mnie tak! Chociażby w kwestii wydawania kasy. Chce wiedzieć na co wydaję pieniądze i komu one rzeczywiście mogą pomóc. Kto na tym zyska? Czy będzie to ktoś, kto wkłada serce i energię w to co robi, czy tylko wieki moloch, który istnieje wyłącznie po to by tłuc kasę?

Wiadomo – bywa, że czasami robiąc zakupy jesteśmy skazani na sieciówki, czy rzeczy, których nie jesteśmy w stanie ogarnąć lokalnie. Jeżeli jednak mamy wybór możemy postarać się zastanowić nad tym, co robimy z naszą kasą, czasem i energią. Warto wspierać wspólną ideę, lub pomysł który w jakimś stopniu nas interesuje, albo po prostu go lubimy.

Między innymi dlatego staram się dokonywać wyborów, które poprzez moje działanie mogą choć minimalnie wpłynąć na czyjś rozwój. I nie chodzi tu tylko o napychanie portfela… Chodzi również o to, że ktoś widzi i czuje, że jego praca została w jakiś sposób doceniona, że jest ktoś komu podoba się to co robisz. To może dać komuś kopa i inspirację do dalszego działania, może rozwinąć kolejne pomysły, a może nawet nakręcić nowe marzenia... Samemu też możemy dowiedzieć się więcej o danych produktach nie ważne czy to będzie ciuch, piwo, dżem, obraz czy cokolwiek innego. Czasem nadarza się  również okazja by osobiście poznać sprawcę danego zamieszania. Więc to działa w dwie strony – każdy coś zyskuje.

To tak w skrócie, bo można by się więcej rozpisać na temat wspierania miejscowych inicjatyw. Dziś dzięki temu, z czego właśnie korzystasz – INTERNETU – lokalne może stać się globalne. Warto też często mieć to na uwadze. Chodzi o ideę! Mówiąc miejscowe inicjatywy mam na myśli te, które pozwalają realizować się ludziom, dają satysfakcję a czasami w nieco większej skali wspierają rynek, budują pozytywną atmosferę. Zwyczajnie sprawiają, że nasze życie jest ciekawsze i ma sens.

Wspierajcie swoich znajomych, przyjaciół, ulubionych twórców, producentów, miejsca w których lubicie zjeść, napić się kawy, czy po prostu odetchnąć… Jeśli już to robisz to świetnie, a jeśli jeszcze nie, to zacznij od zaraz!

Poniżej wrzucam kilka linków tych, którzy wkładają energię i zajawkę w to co robią… kliknij na foto by wejść w link. 

Turkawka - kawiarnia
 Turkawka - FB

Serah Boom Clothing - odzież
 Serah Boom Clothing

Phat Vibez Records - Wytwórnia muzyczna
 Phat Vibez Records - FB

Esimo - Odzież
 Esimo Clothing

Kajak Custom - ręcznie robione ramy rowerowe
 Kajak Custom - Web page

SKNY - produkcja części rowerowych
 SKNY - części rowerowe

Klamerka - odzież limitowana
 Klamerka - Web page

Fundacja Twoja Pasja - działalność społeczna
 Fundacja Twoja Pasja - działalność charytatywna

No Names - sklep internetowy
 No Names - Web Page

Agata Feelin' - ręcznie robione torby i worki
 Agata Feelin' - FB

Seventy One - skim boards
 Seventy One - FB

Slope - freestyle'owe czapki
 Slope - Web Page


Jeśli masz pomysł kogo mógłbyś dorzucić do tej listy to śmiało umieść link w komentarzu! 


Sunday, January 11, 2015

Universe is music




Music is a vibration.

Vibration is a universe.

The Universe is music.

Dancing is making love with the music.

Every time I dance I make love with the Universe.

Just let the music play…




Wednesday, May 14, 2014

Muzyczne sito

Siema,

dzisiejszy wpis, nie będzie dotyczyć żadnej konkretnej rozkminy, wydarzenia czy tematu… Chciałbym się czymś z Wami podzielić… a mianowicie pewną selekcją muzyczną.




Bicie serca nadaje rytm, przyroda i natura żyją swoim rytmem. Każde miasto też ma swój własny rytm życia – tego dziennego (oficjalnego) i nocnego (tego o którym mniej się mówi).

Rytm i dźwięki natury tworzą jakąś melodię – muzykę.. miasto tworzy hałas, który w jakiś sposób też jest harmoniczny. A my ludziki, czy to na wsi czy w mieście mamy w sobie naturalną potrzebę słuchania różnych dźwięków. Niektórzy tworzą też swoje dźwięki i kompozycje.

Ilość muzyki dookoła nas w obecnych czasach jest powalająca. Masa ludzi chce tworzyć swoje utwory z lepszym i gorszym skutkiem. Mejnstrimowe stacje radiowe zasypują ludzi podrzędną muzyką bez wyrazu (jak dobrze, że tego nie słucham), albo wciskają tzw. „klasyki”, które od 20 albo i 30 lat lecą w kółko w takiej samej rotacji. Trzeba znaleźć swoje źródła (zapewne takie macie) a później dokonać jeszcze surowej, lub mniej surowej selekcji.

Chciałbym dziś wrzucić kilka linków do utworów i albumów i mixów, które ostatnio często spotykają się z listą odtwarzania w moim mp3, lub na kompie. Nie są to najnowsze perełki ze świata muzy, ani wcale najbardziej wyszukane undergroundowe produkcje. Są to po prostu utwory, na które ostatnio mam tzw. wczówkę. Lubię sobie ich sporo słuchać (ostatnio) Pewnie za tydzień, miesiąc lub dwa selekcja zmieni się odrobinę, albo bardzo radykalnie, jednak na pewno będę wracać do tych produkcji... Rozstrzał jest dość spory… ale może i wy znajdziecie w tym przedziale coś dla siebie… kawałki na wieczór, imprezę, popołudniowy relax albo na solidny trening. Przesiane przez moje gustowe sito  kawałki i albumy, które mi ostatnio towarzyszą…

Zaproszę Was od razu do słuchania audycji Fleszlajt w Radiu Ram, gdzie średnio raz w miesiącu serwujemy (Dr Oldskul, Jazera, Maciek i Charlie G) nieco klasycznych rapowych i funkowych dźwięków, ale wkradają się tam również nowsze wibracje...

Werkha - Lapwing (bardzo ciekawa epka, polecam gorąco;))



Pharell Williams - G I R L (cały album, tu tylko kawałek Hunter)


WALDO - Pick Your Own Poison


Shouts mix 2013

DJ Timber - Roots


DJ Shorty



Godlink - God Complex


Daniel Drumz

Tuesday, April 8, 2014

Sezon na Styl w Krakowie - czyli Jabra Style Season 2014


Sezon na styl skończył się? A może dopiero się rozpoczął? Moim zdaniem Sezon na Styl dopiero się rozkręci.

Od imprezy w Krakowie minęło już kilka dni, ale mimo wszystko wydaje mi się, że wielu osobom, które w niej uczestniczyły dalej udziela się klimat tego co wydarzyło się w miniony weekend.


W listopadzie 2011 r. odbyła się pierwsza edycja Style Season, którą organizowali chłopaki z ekipy Polskee Flavour. Już w tedy zawody z konkretnym impetem zaznaczyły swoją obecność na mapie polskich zawodów breakingowych i hip-hopowych. Po 2,5 roku doczekaliśmy się drugiej odsłony krakowskiej imprezy. Większy rozmach, więcej ludzi, solidniejsza oprawa, jeszcze więcej energii i jeszcze wyższy poziom. Każdy kto odwiedził Kraków po to by wziąć udział w tym wydarzeniu, na pytanie – Jak było? –  może sobie odpowiedzieć sam. Ja bawiłem się bardzo dobrze i właśnie z tego jestem najbardziej zadowolony.

Tym, którym nie udało się dotrzeć z różnych powodów, w głowach powinna się pojawić myśl i cel – Być na następnej edycji Style Season!

Oczywiście za każdym razem możemy doszukiwać się plusów i minusów danego wydarzenia, chwalić albo krytykować, ale nie o to się tu rozchodzi. Uczymy się na błędach, a dobre słowa niech motywują do kolejnych działań – prosta sprawa!

Cieszy mnie fakt, że tak wielu ludzi z całego kraju, różnych środowisk, różnych ekip i o różnym (mam tu na myśli osobistym) podejściu do tańca i naszej kultury, zjawiło się w jednym miejscu, o tym samym czasie, by wspólnie tworzyć i świadomie budować naszą scenę. Liczba uczestników we wszystkich kategoriach (ok. 80 trójek na breakining, 28 par w poppingu i ok. 60 dwójek w hiphopie – sic!) świadczy o tym, że w naszym kraju jest masa ludzi, którzy ciągle mają zajawkę na to by się rozwijać, konkurować ze sobą, uczyć się i dobrze bawić. Po mimo tak dużej frekwencji i tak zabrakło kilku wyjadaczy ze sceny, a szkoda, bo myślę, że mogłoby być jeszcze bardziej ekscytująco (może pojawią się następnym razem). Jaram się, że mogłem spotkać wiele osób, które spotykam bardzo rzadko, ale znów była okazja zobaczyć ich twarze chociaż na chwilę. To niesamowite, że po upływie tylu lat, wciąż łączy nas ta sama pasja (nie zależnie od tego, jak intensywnie ktoś do tego podchodzi). Częściej widuje niektórych ziomków z drugiego końca Polski niż własnego kuzyna czy znajomych z Wrocławia, z liceum, lub studiów. No cóż… tak to już jest jak się jest hip-hopowcem (hehe ;p).

 Funky Masons Crew

Style Season pokazało, że poza samymi zawodami mamy sporo elementów układanki, które dają nam całkowity obraz naszej zajawki i sprawiają, że dalej nam się chce w tym siedzieć. WIEDZA (panel, warsztaty) ZAWODY (3vs3, kids battle, Popping, Hip Hop), GRAFFITI JAM (Naver, Urwis, Turbo), MUZYKA (FLUE, DJ Plash, Mr Krime, DJ Smirnof, Blabbermouth, ChuchuJesz), IMPREZKI (before i after i nie tylko:))
Czekałem na drugą edycję Sezonu na Styl, doczekałem się. Już teraz czekam na kolejną odsłonę… może nie koniecznie za rok, może później. Tak, żeby znów wygłodnieć i wpaść z konkretną zajawką i energią.

Pozdrowienia dla wszystkich obecnych, chłopaków z Funky Masons oraz organizatorów! Do zobaczenia niebawem! Gdzie się widzimy?


Wednesday, November 6, 2013

Skazani na (auto)DERSTRUKCJE

Obserwując różne wydarzenia, sytuacje z życia co dziennego oraz całą masę innych czynników, które wpływają na nasze życie i rozwój jestem przekonany, że jeżeli nic szybko się nie zacznie zmieniać, to kraj, w którym mieszkamy jak i nas zarazem czeka (auto)DESTRUKCJA…
Jeśli naszym naturalnym, ludzkim celem jest rozwijanie się to, co w takim razie sprawia, że Polska i Polacy spadają na łeb na szyje?

Wystarczy spojrzeć na kilka oczywistych kwestii, żeby dostrzec, że poziom wiedzy, edukacji, wychowania i jakiegokolwiek zaangażowania społecznego ulega ciągłej degradacji…  I co gorsze, w coraz szybszym tempie.


Dlaczego tak się dzieje??
Odpowiedzi jest kilka. Nie trzeba być historykiem, żeby przeanalizować jak wyglądała historia polskiego narodu. Rozbiory – zakaz nauczania po polsku, niszczenie dorobku kultury, prześladowania itd. Wojny światowe – miały m.in. za zadanie dosłownie – wykoszenie polskiej inteligencji (np. Katyń, czystki profesorów na uniwersytetach itd.). Później praktycznie 50 lat ciemności życia w komunie i erze bezmyślnego przemysłu, roboli i prześladowania artystów oraz ludzi walczących z komunizmem. To piętno będzie się za nami ciągnąć prawdopodobnie przez kilka pokoleń, dosłownie jak smród po gaciach. Gdzie i kiedy miały rodzić się przełomowe idee i kto miał przekazywać wiedzę następnym pokoleniom?

W końcu wielki przełom upragniona „wolność” i tylko pozorne zmiany, bo przy władzy zostali Ci sami, tyle tylko, że wybielili się nazwą „socjaldemokratów” WTF? ale nie teraz o tym…

Gospodarka / ekonomia itp., itd…
W skrócie ujmując – państwowy majątek po roku 90’, rozprzedany i rozdany i rozkradziony wśród spulasów (wspomnianych powyżej), od najwyższych do najniższych szczebli. Państwowe spółki, koncerny i firmy sprzedane zagranicznym koncernom (czyli nic do nas nie wraca, nic u nas nie zostaje, nie my na tym zyskujemy). Praktycznie żadnego konkretnego polskiego kapitału. Wszystko się rozeszło (po kieszeniach i za granicę). Koszmarne podatki, ucisk społeczny, nieudolna władza karierowiczów i przerośnięty do nieokreślonych rozmiarów aparat biurokracji (żeby przepisy nami rządziły nie ważne co by się działo). Cuzamen do kupy – chaos, bieda, złodziejstwo i ch.. wiec co jeszcze.

Dodatkowo karmi się nas jakimiś super zapychaczami rzeczywistości jak EURO 2012, przygody Rutkowskiego czy mamy Madzi… śmiechu warte.

Zdrowie
O poziomie służby zdrowia nawet nie ma co pisać – szkoda nerwów;) Wystarczy spróbować dostać się na jakieś specjalistyczne badanie, które faktycznie musi zostać szybko wykonane. Podejście typu – jak nie umiera to poczeka, spotykane jest praktycznie na każdym etapie leczenia i kontaktu z lekarzem.

Młodzież młodsza i starsza
Co się dzieję z nadchodzącymi pokoleniami, które mają być przyszłością? NIC! Systematycznie zamieniają się w głąbów… Nie wszyscy oczywiście, ale jako masa – większość.
Sam nie jestem zwolennikiem „standardowych” procesów nauczania i wiem, że można swoją wiedzę rozwijać bez pomocy szkoły, ale tak czy inaczej, dzieciaki ze szkół nie wynoszą nawet elementarnej wiedzy, nie zależnie czy to podstawówka, gimbaza, czy liceum. Pewnie oglądaliście filmiki „Matura to bzdura”, albo „Testy Gimbazjalne”… brak słów.

Rozrywka ponad wszystko
Aktualnie dzieciaki w szkołach podstawowych pozbawione są zajęć z plastyki, muzyki czy gimnastyki korekcyjnej. Niby po co to komu, ale… tak naprawdę to bardzo potrzebne. Miałem okazję pracować z młodymi dzieciakami, które nie potrafiły klaskać do bitu, albo zrobić fikołka, będąc w 4 klasie podstawówki! Rosną nam upośledzeni zdrowi ludzie! Pamiętam jak w podstawówce na kilka klas przypadała jedna grubsza, otyła osoba. Krótko mówiąc miała lipę wśród pozostałych, a teraz? Na zajęciach pojawiało się kilkoro dzieci z oponkami, które nie potrafiły zrobić zwykłego skłonu.

Bardzo proste – Internet, komórki, tablety, telewizja (pranie mózgów) , chipsy, słodycze, brak ćwiczeń na WFie, nie czytanie książek, brak zabaw na boisku plus brak zainteresowania dzieckiem przez rodziców kumuluje się i sprzyja „tworzeniu” dzieci ZOMBI. Co ciekawsze, rząd chce wysłać do szkoły 6-ciolatki. Może po to by dłużej trzymać ich w garści i wcześniej zacząć ich degradować?

Czasami gdy jadę autobusem i do moich uszu, z reguły zatkanych słuchawkami, dolecą rozmowy „wschodzącej młodzieży”, mam wtedy ochotę za nich spalić się ze wstydu. Czy młodym ludziom naprawdę brakuje tematów do rozmów? A ich język zubożał do poziomu niższego niż zero krytyczne? A może to ja mam pecha i trafiam tylko na rozmowy poniżej jakiegokolwiek poziomu?

Edukacja
Czy szkoły wyższe naprawdę dają to czego potrzeba nam do rozwoju? Czy naprawdę kształcą inteligencję? Wystarczy przyjrzeć się niektórym prywatnym uczelniom, które rozdają indeksy na prawo i lewo. Student do póki płaci, będzie studentem, zawsze na coś można przymknąć oko, coś naciągnąć, przeciągnąć, obniżyć poziom, lub coś ominąć żeby student dostał się na kolejny rok, bo przecież za wyniki uczelni dostaje się dopłaty do nauczania;) Bez obrazy dla ludzi chodzących do szkół prywatnych (sam nawet taką kończyłem), ale na uczelni znalazło się naprawdę sporo głąbów, którzy mieli problemy z czytaniem, albo składaniem sensownej wypowiedzi i wyciąganiem konstruktywnych wniosków! To ma być „przyszłość narodu”? Poszedłem do prywatnej uczelni bo faktycznie oferowała mi to co mnie interesowało i próbowałem wyciągnąć z niej jak najwięcej, nie po to by marnować czas i pieniądze, czy po to by zaspokoić system. A pozostali?

Warszawki Hustlin

Trochę starsi szukają szczęścia
A gdzie są ci, którzy potrafią naprawdę dużo? Odpowiedź brzmi – wyjeżdżają. Całą masa młodych, utalentowanych ludzi, szukających konkretnego startu, pełni zaangażowania muszą emigrować w poszukiwaniu „lepszego życia”. Ogromna liczba ludzi (w milionach), dobrze wykształconych i ambitnych ludzi opuszcza kraj bo Polska nie pomaga im w życiu na miejscu. Ci, którzy powinni budować lepszą przyszłość uciekają, bo tu po prostu się męczą, pracują za grosze, lub w ogóle nie pracują (dziękujemy biurokracji!). Dzięki temu są świetnymi informatykami, inżynierami, lekarzami innymi specjalistami zasilającymi rozwój naszych sąsiadów. Niestety za granicą też nie wszystkim się udaje i jest im równie ciężko jak w domu.

Przypadek?
Może to nie przypadek? Może komuś zależy, żeby młodzi i zdolni ludzie wyjeżdżali, a w Polsce zostali tylko ci zdołowani, schorowani, prości i starzy, którymi da się łatwo sterować? Bo ich siła jest za mała by poradzili sobie z tym co się im narzuca? Nie jestem nacjonalistą, nie wiem czy jestem patriotą, po prostu widząc dookoła co dzieje się z naszym krajem robi mi się trochę przykro. Mam wrażenie jakbyśmy skakali na spadochronie, który musimy sobie uszyć w trakcie lotu.

Co dalej?
Podsumowując tych kilka głównych czynników wpływających na systematyczną degradację możemy powiedzieć, że jeśli nie zaczniemy takiej sytuacji zmieniać dość szybko, w niedalekiej przyszłości nasz kraj stanie się krajem nieudaczników, desperatów, prostaków, schorowanych starców i biedaków.

Te wszystkie sprawy są ze sobą połączone. To jak domino, jeden klocek powala następny i niezatrzymana układanka leci do końca… Jest na szczęście odsetek ludzi, którzy naprawdę się rozwijają, pomagają innym i odnoszą sukces wspólnie, lub samodzielnie. Miejmy nadzieje, że nie zachcę im się wyjeżdżać.


Zdrowie, edukacja, sztuka, wychowanie, sytuacja materialna… Od czego możemy zacząć realną poprawę? Zacznijmy od wyciągnięcia wniosków. Bo wiem, że jest jeszcze jasne światło w tunelu!


Monday, October 21, 2013

Werbalny bełkot a Matrix

Dlaczego nie rozmawiamy o rzeczach istotnych?

Mam wrażenie, że w gruncie rzeczy, większość dialogów faktycznie do niczego nie prowadzi. Fakt, nie każda rozmowa musi kończyć się wyciąganiem filozoficznych wniosków, albo życiowych przemyśleń, ale spora część co dziennej komunikacji to po prostu nieistotny potok pustych słów… zwykł werbalny bełkot... już dawno temu rapował o tym Fisz, ale może warto znów to sobie rozkminić…



Dlaczego?? Może to wina matrixa?

System nauczył nas tak, że jeśli wszystko się nam układa i jesteśmy „szczęśliwi”, to nie mamy na co narzekać i cała reszta otaczających nas rzeczy nas obchodzi (oczywiście za wyjątkiem tych, którzy są ciekawi świata). Jak się powodzi, to nie ma co zmieniać. Jest dobrze więc co tu drążyć…

Z drugiej strony, jeśli jest totalnie odwrotnie, czyli nic nam sie nie układa i nie jesteśmy „szczęśliwi”, jesteśmy tak zaabsorbowani walką o przetrwanie i naprawianiem codziennych problemów, że nawet na chwilę nie możemy pomyśleć o faktycznym rozwoju (staraniu się być lepszym od siebie, każdego dnia). Wiadomo, że każdy ma swoją miarę wartości i rzeczy istotnych dla niego, ale pewne sprawy dotyczą nas wszystkich w jednakowym stopniu. Jesteśmy zmęczeni tygodniem, pracą, zdrowiem, barakiem kasy  itp. całą naszą  energie przeznaczamy wyłącznie na przetrwanie. Praktycznie stoimy w miejscu ciągle pędząc do przodu w pogoni za środkami do życia, albo szukaniem aprobaty wśród ludzi, którym faktycznie nie zależy na  naszej osobie.

W końcu przychodzi wieczór,  albo weekend i czas na reset. Bawimy się do oporu, w szaleńczym wirze towarzyskich spotkań, robimy bekę, dobrze się bawimy i głównie pierdolimy bzdury nie zależnie czy spotykamy się z najlepszymi znajomymi, czy tymi mniej fajnymi, albo totalnie obcymi ludźmi. Relaks oczywiście jest jak najbardziej wskazany, ale czas na bibie ucieka szybciej niż ten - nie na bibie. Pewnie zaraz ktoś będzie krzyczeć, że poznał w klubie albo na parapetówie swoją dziołchę albo chłopaka, ale to raczej kwestia bycia w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie;) Żeby nie było – jestem zwolennikiem rozrywki (i relaxu), ale nie o tym teraz.

Potem kac /zwał / odsypianie i... po weekendzie.

Znów do pracy. Algorytm sie zamyka. Nie mamy czasu na to by chociaż na chwile zastanowić  sie nad tym co faktycznie jest ważne – zmiany (systemu?).
Nie budujemy prawdziwych relacji. Gdy dorastamy grono znajomych powoli rośnie, później sie pomniejsza, potem w praktycznie totalnie zamyka, a my w gruncie rzeczy sie nie znamy, nie chcemy słuchać o problemach innych bo mamy i tak za dużo własnych, albo po prostu nas nie interesują bo nam sie "udało".

A może by tak przerwać algorytm??

Ten wpis nie jest o tym, żeby przekonać cię do porzucenia melanżowania, ani o tym żeby zmienić swoje nastawienie i nagle stać się ekstrawertykiem, super ciekawym życia człowiekiem, albo filozofem. Zależy mi po prostu na tym, żebyś w wirze codzienności zatrzymał się na chwile. Zwolnił, porozmawiał. Spróbuj zadać nowe pytania i później szukaj na nie odpowiedzi. Jesteśmy tak mocno wpisani w system, że niektórzy z nas nie wiedzą nawet dlaczego i po co, robią to, co robią na co dzień. Albo nie próbują zastanowić się, czy da radę zmienić „coś” co im nie pasuje, bo zakładają, że tak musi być... To też kwestia ambicji i aspiracji, ale właśnie czyich? Indywidualna ambicja nie jest na rękę systemowi. On chce żebyśmy byli ambitni na jego potrzeby… tylko dla niego.

Więc?

Masz chwilę na to, żeby swobodnie pomyśleć? Masz czas na prawdziwą konwesację?


„Would you let the system get on top of your head again?”
Robert Nesta

Monday, September 2, 2013

Czy wszyscy lubimy pomidory? Od kanapek do tańca...

Głód sprawił, że musiałem po raz kolejny pojawić się w kuchni żeby wrzucić co nieco do żołądka. Przyrządzając kanapki stwierdziłem, że przydałby się jakiś zdrowy dodatek, wiec zdecydowałem się na pomidora.


I tak krojąc ten owoc powszechnie uważany za warzywo, przywołałem w głowie sytuację, kiedy jakiś czas temu jadłem ze znajomymi obiad. Jeden z moich kolegów wcinając surówkę wyciągnął z niej wszystkie pomidory. Dlaczego nie jesz pomidorów? – spytałem. Bo nie lubię – odparł. Jak można nie lubić pomidorów? – mówię. No można, tak jak można nie lubić innych warzyw – odpowiedział. W tym przypadku, by być skrupulatnym - owoców.
Fakt. Sam złapałem się na tym, że czasem zapominamy o tym, że coś nam nie smakuje, albo czegoś nie lubimy np. owoców, warzyw, innych gatunków muzyki, ciuchów, tańca, kolorów, miejsc, ludzi, robienia zakupów, polityków zwierząt, czy choćby herbaty. Ale, to jest właśnie najpiękniejsze. Każdy ma własne, preferencje oraz gusta które nas różnią i powodują, że otaczający świat jest bogaty i niejednorodny, tak samo jak rozmaite mogą być kompozycje smakowe na kanapce…
A co ma „nie lubienie” pomidorów do tańca czy hip-hop’u? No właśnie to, że obecnie, wygląda na to, że sporo ludzi z klimatu uwielbia i je to samo, lubi te same bity, kolory, tych samych polityków, zwierzęta, tą samą herbatę i snapback’i.
Te małe drobiazgi, które lubimy bądź nie, składają się po części na to kim i jacy jesteśmy, czym się kierujemy i jakich dokonujemy wyborów (nawet tych najprostszych). Różne gusta generują odmienne poczucie estetyki i inne sposoby ekspresji. Różne charaktery i wrażliwość generują różne style. Więc gdzie jest ta różnorodność?? Czyżby wszyscy jednakowo lubili pomidory?? A może by tak… kanapki z ogórkiem albo z chilli??

Tuesday, July 23, 2013

Outbreak Festival - Hip-Hop Culture in Banska Bystrica

Why is it worth to go for an OUTBREAK FESTIVAL ??

First of all, I would like to say, that I really regret I can’t go to Slovakia this year (again), but I can say with out any doubts I would have a great time out there (again) because… Outbreak takes care about the full range of our culture. It has that spark of … hip-hop vibe!


I had a chance to visit Outbrek in 2011 for the first time. It was something new and fresh for me. I entered the jam with Mefo (2vs2) damn… we could have done it better ;p (haha). Anyways, what I felt there was a great energy, that I could really feel and see among the people. Everybody seemed like it was the only event in the year. Many different guests came to visit a small town in Slovakia.

The event was originated in the US, by the BBoy Spot and later on brought to Europe. I guess it became one of the biggest and the dopest contests in the old land. Why? For me it’s simpe…

Line up! Organizers of the event try to bring new guest every year what makes the meeting fresh. People who are attending the festival are experienced dancers from all around the world. They have knowledge, skillz and you can try to battle them in the cyphers because they are not there to stand but dance! It would take a long time to list all the names of guests… but I think Moy, Alien Ness, Plash, Jeskillz, Renegade Lean Rock… That’s enough….

Catch the Flava! Five days of workshops with incredible personalities. It’s not only the time, when you polish your style, character, stamina and skillz, but also time to overcome your week sides, train hard, get knowledge and meet people. It’s time to ask questions… It’s time to enjoy the time!

Contests! Three days of the event give a lot of various competitions that may fit anybody, either you are alone, with the crew or just want o watch and enjoy the battles.

Parties! Some people treat hip-hop very serious, but in case you forgot… Hip-hop is based on common party. Party brings joy, good times and vibe. People are dancing, mingling,  having fun, doing crazy (sometimes too crazy) stuff. It builds our community. Without that whole hip-hop culture is worthless (but please remember about moderation – do not overdose anything;) )

Vibe! If you really wait for something to happen you get that kind of feeling that runs to your body all the time… that you just can’t wait anymore. You want to be there and have a great time (maybe even one of the best times in your life, because it may never repeat again). That’s great feeling, energy that is bringing good vibe for all people around! You step into a jam and you just feel it. Got it? Rock it!
There are many different reasons why dancers form all around the world come to Outbreak. It may be dancing in cyphers, watching great bboys and bgirls, taking part in workshops, spending holidays, defending the Outbreak Titles, money or proving who is the best in Europe (even the World maybe), or maybe just curiosity, meeting people and having a good time. Everybody has their own purposes to go for Outbreak. Why are you going?


No matter what happens… if there are some things not perfect, some things are not like you expected or you may not be that happy like you wanted to be after the jam – RESPECT THE EVENT! Maybe you did something wrong?

It takes a lot of effort, love and work to organize huge event like this! Outbreak carries our legacy! Be there to meet people, talk, dance, make progress and cultivate the hip-hop culture! Be there or be square (I’m square ;/ sorry… ) Much respect to the Bboy Sopt and Biggest & Baddest for doing it big!
And you? Are you ready to go? Get a crew, a backpack, tickets and hit the road!

P.S

I am wondering how polish scene will represent this year! Fingers crossed brothers and sisters!

Monday, July 15, 2013

Zalew – bitwy, zawody, imprezy, a faktyczny progres…

Można zalać zupkę chińską wrzątkiem, można być zalanym przez wodę cieknącą z sufitu. Mogą nas również zalać informacje podawane przez media. Równie dobrze można się podtopić w zalewającej nas fali tanecznych event’ów, które niestety nie zawsze dostarczają tego co powinna przynieść woda, mianowicie – rozkwit.

Hip-hop, jako kultura w znacznej mierze rozwinęła się dzięki zdrowej (choć nie zawsze) rywalizacji. Bitwy toczone przez bboys, DJs, raperów, czy writer’ów pozwoliły znaleźć się na obecnym poziomie, wszystkim elementom tej kultury. Dzięki różnego rodzaju starciom tanecznym, czy werbalnym każdy mógł dołożyć coś od siebie i wynieść dany element na wyższy level.


W dzisiejszych czasach bitwy, które kiedyś odbywały się na boiskach, ulicach, w kołach w klubach, czy na Block parties dziś głównie mają swoje miejsce na parkiecie podczas różnych eventów. Czasami bywa tak, że imprez okresowo brakuje, z kolei innymi razy jest ich aż nadto. Praktycznie każdy weekend „tanecznego sezonu” (od września do czerwca) wypełniony jest zawodami w różnych częściach kraju. Eventy rodzą się jak grzyby po deszczu. Patrząc w kalendarz imprez trzeba się grubo zastanawiać, w których wziąć udział. Czy aby na pewno? Dużo nie zawsze znaczy dobrze. Odwiedzając wszystkie „turnieje” tylko po to, by zaliczyć obecność, nie przyczynia się do rozwoju bboya czy bigirl, jak i do rozwoju sceny w szerszym wymiarze. Zalew imprez powoduje, że większość z nich jest na średnim lub często niskim poziomie. Bardziej doświadczeni tancerze nie wpadają na wszystkie imprezy z kalendarza, bo „zaliczanie” contest’ów nie jest potrzebne do osiągnięcia rozwoju. Często bywa tak, że w ten sam dzień zawody odbywają się w kilku różnych miejscach w Polsce. Sprawia to automatycznie, że grono potencjalnych tancerzy, mogących wziąć udział w zawodach dzieli się na kilka imprez. Większość ludzi (z rozsądku, braku funduszy lub patriotycznie) wybierze lokalną akcję, by miejscowo wspierać inicjatywę. Wszystkie imprezy stracą rzecz jasna na ilości uczestników. Rozumiem, że kozacką sprawą jest możliwość wzięcia udziału w zawodach we własnym mieście, lub w pobliżu, ale wiąże się to niestety z tym, że imprezy konkurując ze sobą  tracą w wielu aspektach, głównie na poziomie zawodów, czy atmosferze, a przecież te elementy są najistotniejsze bo one nadają cały klimat.

Duże imprezy, z historią, o wyrobionej marce, czy po prostu ulubione wśród tancerzy zawsze będą przyciągać liczne grono ludzi. W sytuacji, gdy na zawody przyjeżdża garstka tancerzy  odbywa się mało bitew. Logicznie myśląc – znikoma ilość bitew przynosi minimalny progres. W ten sposób zataczamy koło. Większa liczba trudnych walk, to klucz do postępu. Nie sztuką jest wygrać imprezę pokonując, na drodze do finału, przeciwników w dwóch, czy czterech walkach. Sukcesem jest bycie „świeżym” przez sześć czy dziewięć bitew. Liczy się umiejętność tańczenia w kołach przez całą imprezę. Ale jak tworzyć kółka skoro nie ma klimatu? Ani bboys - w około. Dlatego zalew imprez, często bardzo przeciętnych, nie przyczynia się do rozkwitu ogółu sceny. Dzięki odfajkowaniu kolejnych zawodów w kalendarzu łatwiej zaspokoić swoje ego – „Byłem tu, byłem tam, wygrałem tą i tam tą imprezę. Jeżdżę i reprezentuję” Jak już wcześniej wspomniałem, liczy się jakość a nie ilość. Poza tym, rodzi się pytanie: czy jeżdżąc na większość imprez w kraju jest się w stanie być zaskakującym i niepowtarzalnym na każdych zawodach? Wygrywanie zawodów tymi samymi ruchami co tydzień, jest można powiedzieć - antonimem tak istotnego w tańcu słowa – rozwój. Może lepiej odpuścić sobie 3 imprezy, odłożyć kasę i pojechać gdzieś zagranicę? Potańczyć z kimś kogo nie znamy, dostać po dupie i wrócić na salę potrenować??

Wybierając się na kolejną imprezę warto zastanowić się nad tym, czy jadąc na event będę się dobrze bawić, zdobędę doświadczenie i coś z niego wyniosę, czy raczej pojadę zaspokajać własne Ego. Czasami lepiej zostać na weekend w domu, pójść na salę i zrobić faktyczny postęp zamiast tonąć w tym zalewie podrzędnych contest’ów. Jeśli zależy nam na osobistym rozwoju i rozwoju polskiej sceny tanecznej w tym przypadku stricte - Bboying, wspierajmy te dobrze przemyślane i zorganizowane imprezy (małe i duże), które niosą ze sobą czystą esencję tańca i hip-hopu – MAJĄ DOBRY VIBE!

Jeśli ktoś ma zajawkę pojechać na mniejszy event (mniejszy nie znaczy gorszy, bo może mieć więcej klimatu niż cała masa ogromnych event’ów), wpada, a jest tam lipa z klimatem, moim zdaniem powinien włożyć coś od siebie. Spróbować samemu, albo z ziomkami potańczyć dla siebie, dla własnej przyjemności (poza contest’em). Może to zainspiruje kogoś do tego by ruszyć tyłek. Jeśli uwielbiam to, co robię, a uwielbiam, to nie wpadnę na imprezę zrobić 5 setów, by po evencie zawinąć się od razu na chatę, bo to bez sensu (sztuczny reprezenting). Nie chcę zostać zalanym przez niezliczoną liczbę imprez, a jeśli już gdzieś jadę staram się dawać coś od siebie, żeby naprawdę zrobić progres…

Thursday, July 4, 2013

Oczywista codzienność

Każdego dnia, wykonując najprostsze czynności życiowe, korzystamy z różnych udogodnień technicznych, sprzętów domowych i całej masy innych rozmaitości, które sprawiają, że żyje się nam wygodnie i łatwo (może, aż za łatwo).  Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że w kranie płynie ciepła woda, że komórka ładuje się dwie godziny, że windą spokojnie wjadę na 10 piętro, że pójdę do sklepu kupić warzywa i pieczywo, które leżą na półce. Tych „udogodnień” jest cała masa i gdyby nie ich dostępność i funkcjonalność, mielibyśmy pewnie spore problemy w życiu. Sami z pewnością wiecie, jak to jest, jak nie ma prądu na chacie. ;)



No dobra… Robię obiad. Wychodzę z chaty, schodzę na dół (bo nie mam windy), idę do sklepu, wybieram produkty, idę do kasy, płacę gotówką, wychodzę, wracam do domu (wchodzę po schodach) – ogarniam szamę! Jeszcze tylko chwila, jedzenie gotowe, teraz fota na fejsa, albo instagrama i zbieramy like’i… Pychota! Uffff… Odsapnąć chwilę i na trening.
Zaraz, zaraz…. Czy czegoś nie przegapiłem?  Nie! To znaczy myśląc kategoriami czynności (w skrócie) raczej nie… ale jak pod uwagę weźmiemy procesy (te których nie widać)… przeoczyłem masę rzeczy. Bo skąd woda w kranie? Skąd warzywa w warzywniaku? Skąd prąd w kontakcie i jakim cudem działa lodówka? No właśnie…
Zanim następnym razem wybierzesz się na trening, imprezę, do znajomych, albo po prostu bez okazji. Rozejrzyj się dookoła i zadaj sobie pytanie… jakim sposobem „to” się tu znalazło? Jak „to”, czy „tamto” działa, albo po prostu jak „to” jest zrobione?
Rozkminianie wszystkich rzeczy na chacie, w szkole, czy w pracy było by jakimś mega wyczynem i na pewno zajęło by więcej czasu niż życie samo w sobie (jak ktoś to zrobi, to niech do mnie od razu napisze, haha ;) ), ale wydaje mi się, że zadawanie pytań do teoretycznie oczywistych odpowiedzi może odkryć nam wiele nowości i na pewno nas nieco uświadomi.  Zastanawiałeś/aś się kiedyś nad zależnościami życia codziennego? To co robisz lokalnie, może mieć globalne konsekwencje, dlatego warto o tym czasem pomyśleć. Zobacz globalne zależności - Globalne zależności!
- Po co? - Z ciekawości…
- Dlaczego? - Bo ciekawość pozwala zachować otwarty umysł…

Jeśli nie wiesz od czego zacząć, proponuję właśnie z ciekawości zobaczyć kim był Nikola Tesla. Może już go znasz, może o nim gdzieś słyszałeś/aś. A może nie? A nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak często masz do czynienia z jego geniuszem…