Rozkrok na granicy dwóch światów,
Oaza spokoju i totalny dom wariatów.
Wyżyny intelektu, na przeciwko chamstwo.
Dobre dusze kontra zbiry, bardzo dobrze znam to.
Rozkrok na granicy dwóch światów,
Oaza spokoju i totalny dom wariatów.
Wyżyny intelektu, na przeciwko chamstwo.
Dobre dusze kontra zbiry, bardzo dobrze znam to.
Żyje za bardzo.
Nie żyje wcale.
Tańczę z nią,
Jak w gorącym karnawale,
Długo jej nie było, znowu wpadła z nikąd.
Dziś nie przyszła sama, jest tu z całą kliką.
Idziemy w balet, znowu jest normalnie.
Rano jej nie było, jakie to banalne...
W melancholii duch mój brodzi…
Chodzi, szwęda się i szuka łodzi.
Płynąć w podróż mu się marzy,
Chce odpłynąć, zniknąć z plaży.
Patrzy przed się, patrzy w chmury,
Patrzy w piasek, w dzień ponury.
Myśli błądzą gdzieś rozmyte,
Między bytem, a niebytem…
Smoła z duchem zespolona,
Gęsto, parno zaraz skona…
Lekkość bytu gdzieś uciekła,
Widać blisko bramy piekła.
Ratuj Stwórco… ratuj teraz,
Przez las mroczny się przedzieram,
Gdzie ta plaża, piękna rajska?
Morze cudne, piękne… bajka.
Duch i ciało niby razem,
Jednak różne mają twarze.
Ciało gibkie, szybkie, zwarte,
A Duch, jakby miał awarię…